piątek, 20 lutego 2015

Kishimu!

Dodaję sobie pieska znanego jako ''Kishimu''
zalecam sobie wpisać słownik japoński :)
Wiem, wiem, to miał być szczeniak...
ale to ja decyduje, ją zią.

Kishimu
Alarmujący

środa, 18 lutego 2015

Kirima odchodzi...

Kirima odchodzi na jakiś czas! Nie ma po co się żegnać, i tak wróci!

http://mascotas-static.hola.com/blogmascotas/files/2015/02/pet-565473_1280.jpg
Kirima
Potomkini Alf

Od Kirimy

Obudziły mnie krzyki psów. Wojna. Bezlitosna, krwawa, niekończąca się bitwa. Wzdrygnęłam się i wstałam. Wybiegłam z jaskini. Skoczył na mnie jakiś pies. Wyglądał tak :

 http://www.tapetus.pl/obrazki/n/126369_owczarek-niemiecki-drzewa-sucha-trawa.jpg
Zaczął warczeć, ale po 3 sekundach jednak zamilkł. Stał wciąż nade mną i powiedział :
-Hej, piękna.-Spojrzał mi w oczy i pogładził mnie łapą po policzku. Zbliżył się do mnie, dotknął mojego nosa swoim i oblizał się.
-Jak śmiesz!-Warknęłam osuwając pysk adoratora.-Może jestem nieśmiała, a ty przystojny, ale mam swoją godność. Jestem córką alf, poza tym, nie znam Cię! Kim ty w ogóle jesteś, że sobie na coś takiego pozwalasz!?
-Syn Astrid i Rixona. Mój ojciec został zabity przez jakąś Akitę. Właśnie po to tu jestem. Zdradził moją matkę z tą Akitą, rzucił ją, a ona go zabiła. Mieszkałem razem z Astrid, moją matką. Jestem tu, żeby zemścić się na Akicie.-Szepnął. W głowie cała ta historia, która opowiadała mi mama natychmiast przypomniała się mi.
-Ja...Ja jestem córką Ariany.-Powiedziałam. Nieznajomy zdziwiony powiedział :
-Wwwoooww....-Odchrząknął.
-Mam na imię Caramel.-Dodał.
-Imię jak dla jakiegoś cukiereczka.-Parsknęłam. Leżąc bezwładnie pod owczarkiem.
-A co, nie podobam Ci się?-Powiedział i uśmiechnął się. Spojrzałam na niego spode łba.
-Możesz ze mnie zejść!?-Krzyknęłam w końcu. Caramel zszedł ze mnie. Zaprosił mnie na polowanie. Nie miałam nic do roboty, więc poszłam.
-Jak masz właściwie na imię?-Zapytał w końcu.
-Kirima-Powiedziałam. Chyba jest z niego spoko gość. Uśmiechnął się do mnie. Odwzajemniłam gest. Prawie codziennie spotykałam się z Caramelem. Pewnego dnia wieczorem zaprosił mnie w odosobnione miejsce. Poszłam za nim zadowolona.
-Mam pytanie...-Powiedział chwytając moją łapę.
-Hmh?-Mruknęłam z lekkim uśmiechem.
-Zostaniesz moją dziewczyną?-Zapytał mrużąc jedno oko. Podobał mi się. Nawet bardzo.
-Tak!-Powiedziałam i podniosłam łapy. Caramel zbliżył swój nos do jego. Już miał mnie pocałować..
-Ale...-Powiedziałam- Mama mnie zabije, jak się dowie, że jesteśmy parą...
-Nie musi o tym wiedzieć. Nikt nie musi. Kiedyś zabiorę Cię daleko stąd. Będziemy razem już zawsze.-Uśmiechnął się i znów zbliżył się do mnie. Znów miał mnie pocałować. Ledwo go znam. Jesteśmy od kilku sekund parą, a on już chce się całować.
-Nie wiem, czy jestem gotowa na coś takiego...-Powiedziałam w końcu. Caramel nieco zniecierpliwiony moim jojczeniem.
-Zgodziłaś się bez namysłu. Jesteś dorosła, na pewno jesteś gotowa.-Uśmiechnął się i znów się do mnie zbliżył. Tym razem przytrzymał mi głowę i mnie pocałował prosto w pysk. Nie chciałam czekać na "kiedyś".
-A może...Zamieszkamy razem już teraz?-Zaproponowałam.
-Ja chętnie-Pocałował mnie w czoło. Wyszliśmy poza tereny Sfór. W ostatniej chwili powiedziałam Secret o mojej przeprowadzce. Obiecała milczeć jak grób. Caramel zaprowadził mnie do jakiegoś lasu.
Spojrzałam ostatni raz na miejsce, w którym kiedyś mieszkałam. Ale kocham Caramel'a. I tak chciałam już odejść jakiś czas temu...



Nie martwcie się, to nie koniec z Kirimą!

niedziela, 15 lutego 2015

Od Setha

Wojna trwała. Czas ciągnął się bez końca. Nie będę siedział bezczynnie patrząc, jak wszyscy walczą. Takie myślenie związało ostatnio się z mym losem. Taka parka zafundowała mi ranę na szyi. Prawdopodobnie nigdy nie zniknie. Wstałem i wyszedłem z kryjówki w której byłem. Otrzepałem się i pobiegłem przed siebie. Padał deszcz. W głowie siedziała mi pewna piosenka : I don't wanna die.
Zacząłem ją śpiewać pod nosem. Nagle stanął przede mną brązowy wilk. Zaczął warczeć.
-Coś ty za jeden?-Warknąłem okrążając "władczo" nieznajomego.
-Beta. Jestem twoim wrogiem, wyrostku-Warknąłem obnażając kły.-Powinieneś to wiedzieć.
-Może powinienem. A co mnie to?-Rzuciłem znudzony.-Tak czy siak zginiesz. Jeśli mnie zabijesz, nie zdołam tego zrobić. Wtedy zrobi to za mnie kto inny. Nie będę żałować. Nie znam Cię.
-Jestem Loser, powinno Ci wystarczyć. Przynajmniej będziesz wiedzieć, kto Cię zabił.-Zaśmiał się złowieszczo.
-Seth-Szepnąłem-Jestem Seth.
-Imię jak dla kundla domowego-Zaśmiał się ponownie.
-Spadaj. Wiem o tobie więcej, niż myślisz. Mam do Ciebie pytanie : Czemu chcesz tak zabić Tamikę i Winnera, co Ci niby zrobili?-Wiele słyszałem o jego nienawiści, ale nie rozumiałem, czemu ich tak nienawidzi.
-Porzucili mnie. Udają, że myśleli, że nie żyję.-Warknął.-Tuż po tobie zabiję ich, pierd**lony szczeniaku.
-Nie!-Rzuciłem się na wilka. Drapnąłem go w oko. Zacisnął powiekę. Skorzystałem z okazji i ugryzłem go w pysk. Wtedy drapnął mnie w oko. Zaczęło krwawić. Złapałem go zębami za kark i uderzyłem o ziemię. Zamknął oczy. Puściłem jego kark. Wtedy otworzył oczy i wbił mi pazury w brzuch. Wydałem z siebie głuchy dźwięk.
-Nie pozwolę- Szepnąłem i przesunąłem się na brzuchu miałem mnóstwo krwi. Wilk zdezorientowany spojrzał za siebie. Wtedy ugryzłem go w szyję. Warknął ostatni raz, zamknął oczy i przestał się wyrywać. Kilka sekund po tym puściłem zwłoki. Chciałem się wyżyć na nim za to, że sądzi, że Winner i Tamika porzucili go specjalnie. Zmasakrowałem zwłoki wilka i odszedłem.
Oblizałem łapy z krwi martwego przeciwnika i przygotowałem się do kolejnej walki.

piątek, 13 lutego 2015

Od Secret C.D Alyson

-Stój. Złapałam siostrę za łapę.
-Nie mogę stać w miejscu.
-Bez planu się nie ruszę.
-A masz jakiś?
-Rozejrzyj się i powiedz mi jeśli widzisz tuman dymu,słyszysz huk powalanych drzew itp.
-Ty sobie jaja ze mnie robisz? Nie pora na twoje gry!
-Gra to moje życie. Uśmiechnęłam się. -Tam. Dodałam wskazując na drzewo lecące w dół.
-C-co?!
-Shizuo. Mruknęłam wstając.
-No przecież...
Ruszyłyśmy w tamtą stronę,zatrzymałyśmy się kilka metrów przed bratem.
-A teraz patrz. Uśmiechnęłam się i wyszłam kilka kroków w przód.
-Shizu-chaaan! Wydarłam się na cały głos.
Brat odwrócił głowę z tym chorym wyrazem twarzy.
-Gdzie Error?
-Wisi mi to gdzie on jest.
-Wyszliście razem,no nie?
-Ale rozeszliśmy się po chwili. Mruknął powalając kolejne drzewo.
-Mógłbyś nie niszczyć lasu?
-I tak jest tu za dużo drzew. Mruknął.
-Drzew nigdy za wiele.
-Więc na czym mam się wyżyć...wiem! Na tobie,siostrzyczko! Uśmiechnął się.
-Dobrze wiesz jak to się skończy.
-Nie wiem. Zadrwił.
-Secret! Shizuo! Przestańcie! Warknęła Alyson.
-To ona też tu jest?
-Nie zauważyłeś mnie?! Zdziwiła się.
-Nie. Odparł wskakując na powalony pień.
-Co robisz,Shizu-chan?
-Jeszcze raz mnie tak nazwiesz to łapy Ci powyrywam! Warknął.-Szukam tego odrzutka społecznego. Dodał po chwili.
-Nie mów tak o naszym bracie! Alyson wyglądała na wnerwioną.
-Wyluzuj siostra. Odparł z pustym wzrokiem.-On po prostu od zawsze był odrzutkiem.
-Mówi ten od którego wszyscy trzymają się z daleka na kilometr.
-Bo mają powód. Odparł. -A co do Errora,tam siedzi. Wskazał łapą na odległą polanę.
-To do niego podobne,siedzieć na odludziu.
-Ale siedzenie bez grupy jest niebezpieczne.
-Od kiedy? Mruknął Shizuo.
-Odkąd się urodziliśmy?
-Nie bezpieczne,zależy dla kogo.
-Dla Ciebie też.
-Kilka wilków nie jest dla mnie problemem.
-Jesteś zbyt pewny siebie!
-Bo mam powody. Uśmiechnął się pod nosem i zeskoczył z pnia.
-Gdzie idziesz?
-Chciałyście chyba znaleźć tego odrzutka społecznego,no nie?
-Przestań tak mówić! Zagotowała się Alyson.
Shizuo zrobił dziwną minę i powiedział "No dobrze,chodźmy poszukać naszego ukochanego braciszka Errorka bo się zawieruszył i wszyscy bardzo się o niego martwimy" Zadrwił.
-Nie ma co. Szepnęłam Alyson do ucha.
Ciężko westchnęła i podążyłyśmy za Shizuo,który torował nam drogę.

(Alyson? Poszukiwań ciąg dalszy XD)

Marshall odchodzi...

Marshall odchodzi ze sfory w wyniku śmierci podczas walki. Razem ze sobą z tego świata zabiera Winter Dead'a - przywódcę wrogiej sfory.

http://www.filemagazine.com/thecollection/archives/images/whippet.jpg 
Marshall
Beta III pokolenia, Nauczyciel samoobrony

czwartek, 12 lutego 2015

Kirima dorasta!

Z małym spóźnieniem Kirima dorasta!

http://mascotas-static.hola.com/blogmascotas/files/2015/02/pet-565473_1280.jpg
Kirima

Od Setha CD Ariany

Spojrzałem na zdenerwowaną Alfę. Podnosiłem łapy wysoko jak koń na ujeżdżaniu.
-Nie będziesz tak walczył, poza tym, jesteś Strażnikiem!-Krzyknęła Ariana.
-Ale po co Strażnik? Żeby zobaczyć, czy przybiegnie kolejna zgraja niedorozwojów wilczych?-Zaśmiałem się kłusując. Podbiegł do mnie jakiś wilk. Skoczyłem na niego, był dużo większy ode mnie. Ugryzł mnie w pysk. Zaczął krwawić (Mój pysk, nie ów wilk). Przegryzłem jego tchawicę, zabijając jegomościa.
-Jak?-Zapytała patrząc na mój pysk.
-Nie umie się bić-Zaśmiałem się.
-Nie zmienia to faktu, że nie powinieneś walczyć, Seth!-Warknęła.
-No błagam, co się może stać?-Zrobiłem oczy szczeniaka.
-To dla twojego dobra!-Krzyknęła.

<Ariana?>

Szczenięta Alf dorosły!

Alyson

Error

Secret

Shizuo

Od Ariany C.D Seth'a

-W takim stanie nie będziesz walczył... Mruknęłam siadając obok psa.
-Muszę walczyć! Nie będę bezczynnie czekał i patrzył!
-Nie masz wyboru.
-Jak to nie mam?!
-Najprościej w świecie nie masz wyboru,nawet się nie ruszysz.
-Ale-
-To nie była prośba,tylko rozkaz. Przerwałam mu i wstałam.
-Ale...
-Wypocznij porządnie. A teraz wybacz,muszę się zająć swoimi dziećmi.
Wyszłam z jaskini medyków i zmierzałam w stronę niewielkiej groty w której pozostawiałam szczenięta.
-Jestem,dzieci. Uśmiechnęłam się mimo trapiących mnie wciąż spraw.
-Mama! Córki od razu mi się na powitanie.
Error również mimo że nie lubił się kleić,podszedł.
Jedynie Shizuo siedział w kącie i patrzył mi w oczy.
-Co się stało,Shizuo? Zapytałam.
-Ilu umarło? Zapytał z niespotykaną w szczeniąt powagą.
-Nie powinno Cię to interesować...
-Powiedz mi,mamo.
-Szczerze?
-Tak.
-Nie znam dokładnej liczby,ale wielu...
-Wiedziałem. Piesek spuścił głowę.
Reszta rodzeństwa spojrzała na niego.
-Obiecaj mi jedno... Wykrztusił przez łzy spływające po jego pyszczku.
-Co?
-Obiecaj,że nie dasz się zabić,że wrócisz! Że tata wróci!  Że będzie jak kiedyś! Wykrzyczał.
Podeszłam do niego i objęłam syna łapą.
-Niestety nie mogę tego obiecać,nie mi dane jest rządzić nad życiem i śmiercią,ale postaram się zrobić wszystko co w mojej mocy...
-Mamo... Szepnęła Alayson.
-Tak,kochanie?
-Wilki się wycofały?
-Wycofały,ale wrócą...na pewno wrócą...
-Boisz się? Zapytał Error.
-Boję się...Nie tego że wilki zaatakują,nie boję się ich. Jedyne czego się boję to to,że nie mam wystarczająco siły by Was chronić...
Nagle do nory wpadł Jared.
-Co jest? Zapytałam.
-Tata! Dzieci od razu go otoczyły.
-Widziałaś Seth'a?
-Jest w jaskini medyków.
-Nie ma go tam.
-Jak- to- go- nie- ma?! Wykrztusiłam.
-Najwyraźniej uciekł...
-Mówiłam mu że w takim stanie nie będzie walczył!
-Najwyraźniej nie chciało mu się Ciebie słuchać...
Wyszłam z nory.
-Seth! Wydarłam się. -Przysięgam,gdy Cię znajdę to wszystkie łapy Ci powyrywam i już więcej nie uciekniesz!

(Seth? Jared? Seth uciekaj,Ariana wpadła w furię XD)