środa, 17 grudnia 2014

Sojusz!

Zawarliśmy sojusz ze Stadem Spokojnego Nieba!

Konkurs!

Tak więc z głosowania wynika,że chcecie konkursu.
A więc już objaśniam szanownemu państwu zasady.
(Wyniki konkursu będą 27.12.2014 r)
Wszystko wysyłacie do zuzunia203 na howrse.

I Kategoria


I kategoria polega na napisaniu opowiadania świątecznego. Temat jest dowolny,jedyne wymagania to:
-Oczywiście tematyka świąteczna.
-Min. 600 słów


II kategoria


II kategoria polega na napisaniu wiersza świątecznego dla SPS.
Najlepiej by był zwięzły i rozbudowany. Błędy ortograficzne nie są brane pod uwagę w ocenianiu.
Ale proszę by te znaki interpunkcyjne i ortografia były znośne,one na prawdę nie gryzą.
Wymagania to:
-Min 9 linijek
-Niech coś się rymuje
-Niech będzie o świętach w SPS


III kategoria

III kategoria to grafika. Polega na zrobieniu banneru świątecznego na SPS.
Wymagania to:
-Kod HTML
-Proszę o staranność

Nagrody to:
(We wszystkich kategoriach te same)
1 miejsce-Lorem Ipsum+100 pll
2 miejsce-Heldigvis+50 pll
3 miejsce-Cofka + 30 pll

Nagrody pocieszenia-20 pll za udział

Zapraszam do udziału i życzę wesołych świąt! :3
~Wolf Shadow




wtorek, 16 grudnia 2014

Od Marshall'a

Stałem nad jeziorem i bezmyślnie wpatrywałem się w słońce. Powoli do oczu nachodziły mi łzy. Po chwili ból stał się nieznośny, więc wskoczyłem do zimnej wody. Następne wybiegłem i zacząłem sprintem okrążać jezioro. Po drugim okrążeniu na mojej drodze zaczęły siadać mewy. Jeszcze większą radością było ich odganianie. Po czwartym dołączył się jakiś pies. Widziałem tylko czarną plamkę.

<Ktoś chętny?>

Od Reyall - Quest "Dźwięk"

Pamiętam tylko tyle, że było strasznie ciemno, a ja szłam sama w środku lasu, kiedy ktoś zaczął mnie wołać. Nie pamiętam dokładnie czyj to był głos, ale chyba czyjś znajomy. Szybko udałam się w stronę głosu i wtedy koniec...
Ocknęłam się w jakimś pomieszczeniu...Nie wiem, gdzie. Ale to miejsce było wykonane z luster. Gdzie bym nie popatrzyła, widziałam tam siebie. To mnie przeraziło. Nigdzie nie było drzwi, okna, czy nawet dziury, żeby się stąd wydostać. Podeszłam do jednego z luster i dokładnie je obwąchałam. Poczułam swój zapach; piżmowy, mokrego psa. To dziwne.
Przecież to tylko lustro...chyba 'tylko'. Cicho zawarczałam i zjeżyłam sierść na grzbiecie.
Ku mojemu nie zdziwieniu każdy Seter Irlandzki w lustrze, zrobił to samo. Wyraźnie słyszałam to warczenie. Potem szczeknęłam, i każdy pies po kolei szczeknął. Zamerdałam ogonem - reszta też. Wpadł mi do głowy pewien pomysł: Może mi się tylko wydaje, że to są lustra. Może to są inne psy....Tylko dziwnym trafem wyglądaliśmy tak samo. A przecież nawet jeśli jesteśmy jednej rasy to czymś się różnimy. Nie wiem, trochę kolorem, długością sierści, kształtem głowy, wiekiem. Cokolwiek. Więc ta myśl, że to nie lustra, szybko wypadła z mojej głowy. Na dobór złego, pomieszczenie zaczęło się kurczyć. Ściany zaczęły się do mnie przysuwać. Nie śmiejcie się....Mam klaustrofobię, więc szybko zaczęłam się dusić. Za moment ściany wróciły na swoje miejsce, ale teraz, jakby z ni kąt wydobywał się przeraźliwy dźwięk. To były strzały i wycie wilków.
Tak, to na pewno to. Szybko przypomniało mi się to, co robię w Sforze. Nie...
Wycie wilków było tak przeraźliwe, że już po chwili szukałam wyjścia. Skomlałam i drapałam w lustra, ile wlezie. Teraz, wszystkie psy poznikały. Zostałam sama. Co chwilę, niedaleko mnie padał strzał. Oczywiście odgłos, ale i tak się strasznie bałam. Wilki miały okropne głosy. Na prawdę chciałam stąd wyjść jak najszybciej, ale kim ja jestem, żeby udało mi się wyjść, jak rany. Dźwięki były tak głośne, że po chwili zemdlałam.
Obudziłam się we własnej norze....Kilka psów stało na de mną, ale kiedy się ocknęłam te szybko wyparowały z mojej nory. Został tylko jakiś nieznany pies. Był cały czarny, oczy jego były niebieskie. Zaczął cicho śpiewać. Śpiew był tak kojący, że jeszcze chwila i bym zasnęła, ale w tedy, pies, zaczął wyć. To już nie było piękne wycie. Wycie. Szczekanie. Skomlenie. Ujadanie. Cokolwiek i brzmiało to okropnie. Z ni kąt pomocy, a pies wył coraz głośniej. Potem, zaczęły wyć wilki i te strzały...O nie...Część druga tego, co było wcześniej ? Naprawdę nie mam na to ochoty. Chciałam wstać i uciec lub coś, ale byłam zbyt słaba. Pies przejął kontrolę nad moim umysłem i przez chwilę, we mnie, w środku, pojawiła się pustka. Potem...Już nic. Nie pamiętam. Ale kiedy się obudziłam nie było ani psa, ani innych. Byłam u siebie, w swojej niewygodnej norze. I wolę ją, niż to, co działo się chwilę temu. Pytanie tylko, czy to było naprawdę ? Tego nie wiem i obawiam się, że już się nie dowiem...

Od Blaise'a C.D Siobhan & Jareda

-To dobry plan-przyznałem Sio rację. Jared powoli pokiwał głową w zamyśleniu.
-Sfora powinna się bez problemu zastosować...-odparł.
Sio patrzyła w przestrzeń nieobecnym wzrokiem. Szybko podziękowałem Jaredowi i wyszliśmy na dwór.
-Źle się czujesz?-spytałem.
-Nie...-odpowiedziała ponuro.
-To co się stało? Pamiętaj, mi zawsze możesz powiedzieć co ci leży na sercu...

<Sio? Przepraszam, że takie beznadziejne...>

niedziela, 14 grudnia 2014

Od Aomine C.D Morphine

-Marchewki to w Zimie nie znajdziemy.
-Czemu?
-Yy bo w ziemie marchewki nie rosną? Odparłem sarkastycznie.
-Ha ha,u Ciebie sarkazm jest tak wyczuwalny.
-Bla bla bla Morphine wygłasza przemówienie. Zaśmiałem się.
-Nie przerywaj! Warknęła.
Wstałem i poszedłęm w las.
-A ty gdzie?! Czeekaaj!
Uczepiłem się niewielkiej gałęzi krzewu i szarpnąłem urywając ją.
-Po kiego rwiesz tą biedną gałąź?!
-Sza!
Zadowolony zaniosłem gałąź do bałwana i wbiłem ją mu w twarz.
-Masz swój nos. Zaśmiałem się.
(Morphine? Aomine przebił bałwana XD)

Od Morphine C.D Aomine

- AAA! - zaczęłam piszczeć i ztrzepałam z pyska śnieg. - Idiota!
- No sorry - zrobił minę zbitego psa.
- Lepimy bałwana? - natychmiastowo zmieniłam temat.
On tylko wzruszył ramionami.
- Uznam to za tak. - westchnęłam głośno.
Oboje wzięliśmy się do pracy i w dosyć krótkim czasie ulepiliśmy trzy duże kule, które postawiliśmy jedną na drugą.
- A oczy? I nos? - zapytałam patrząc na nasze dzieło.

<Aomine? Szukaj marchewki XD>

Od Morphine C.D Rachel

- To prawda - westchnęłam. - Chodźmy stąd lepiej
Rachel przytaknęła i podążyła za mną. Oprowadziłam suczkę po terenach i akurat wpadliśmy na jednego z członków. Niestety nie znałam go. Samiec przedstawił się jako Maxwell.
- Ja jestem Morphine, a to Rachel . - wskazałam skinieniem pyska na suczkę.
Uśmiechnęła się do niego nieśmialo.

<Maxwell? Nie mam weny : \>

Od Siobhan&Jareda C.D. Blaise'a

*Jared*
  Słucham opowieści z zainteresowaniem. Gdy Blaise kończy swoje "przemówienie", zastanawiam się przez chwilę.
  - Może to dobre miejsce, by w razie ataku ukryć szczeniaki? - odzywam się po paru minutach.

*Siobhan*
  - Zgadzam się. - kiwam głową. - Ale kto je przetransportuje? Sześć szczeniąt to dosyć sporo.
  Jared i Blaise nie zwracali uwagi na moje wątpliwości. Wymieniają się spojrzeniami, co jakiś czas zerkając na mnie. O co im chodzi? To bez sensu, wszystko jest bez sensu.
  - Sio, wszystko okej? - pyta Blai patrząc na mnie niepewnie. Chyba muszę mieć dziwną minę, bo teraz i Red zerka na mnie w ten sam sposób.
  - Ja mam taki pomysł. - zaczynam, nie odpowiadając na jego pytanie. Chyba sama nie jestem pewna, czy aby ne pewno jest ze mną wszystko w porządku. - Szczeniaki będą w jednym, ustalonym miejscu na jakiś czas, może nawet tu. Obrońcy szczeniąt, czyli Leah i Scooby zostaną w pobliżu, podobnie jak nauczyciele i opiekunowie. Musimy być przygotowani na atak.

Blai? Wena sobie poszła.

Od Reyall "Trudne początki owocują na koniec"

Myślę, że to kwestia przyzwyczajenie, że nie przeszkadza Ci leśne życie. Wycie wilków, plusk wody o skały, przechodzące sarny z dziećmi, latające ptaki i mrówki, które chcą wejść Ci do nosa, uszu i pyska. Bo ja się przyzwyczaiłam. I to okey, że nie robi to na mnie wrażenia. Więc, kiedy alfa Sfory Psiego Spojrzenia, dała mi miejsce zamieszkania, znów musiałam się przyzwyczaić. Pierwsza noc była okropna; w oddali słyszałam wycie psów, właściwie zawodzenie, które dotkliwie raniło mój dobry słuch. Żaden ptak nie usypiał mnie do snu, dlatego zasnęłam dość późno. I chociaż to ja wybrałam, że chcę tak trochę pierwsze dni być w odosobnieniu, i że mam swoje miejsce niedaleko lasu, to i tak coś nie dawało mi spokoju. Psy. Wszędzie. Za dużo psów. Jak dla mnie. Lecz, żeby przełamać lody, muszę stąd wyjść i pokazać światu, że jestem gotowa na dziś. Nie na wczoraj, czy jutro. Na dziś.
Wyszłam z mało przytulnej nory, chodź nie powinnam narzekać, bo sama taką wybrałam, i udałam się do Lasu, skąd dochodziły chichoty psów, uderzenia łapami o trawę i wieczne szczekanie. Na pewno kogoś tam poznam. Jestem odważna, ale z nowymi znajomościami jest ciężko. Udałam się do lasu, gdzie przy samym wejściu już siedziało kilka psów. Jedna z nich to była suczka, miała czarno-białe umaszczenie i wyglądała dobrze. Obok niej siedział jakiś pies, nie przyglądałam mu się. Lekko uśmiechnęłam się do suczki, która odwzajemniła gest. Już ją lubię. Dalej siedział jakiś pies. I to właśnie ten pies, sprawił, że się zatrzymałam. Podeszłam bliżej. Wiedziałam, że on wie, że ja stoję za nim, ale najpierw chcę się mu przyjrzeć. Miał śnieżne futro, lekko zakurzone. Był chudy, albo mi się tylko tak wydawało. W końcu ja też jestem chuda.
-Cześć. Jestem Reyall, a Ty ? - spytałam i śmiało usiadłam obok psa. Ma śliczne oczy.
-Hej, miło mi. Jestem Maxwell. Nowa, prawda ? - lekko pokazał swoje śnieżne zęby, kiedy szczerzył się do mnie. Już go lubię. Nop, to nie tak, że ja zaraz polubię każdego, kto się do mnie uśmiechnie...
-Nie lubię 'nowa'. Lepiej 'mało rozeznana' lub 'sunia', ale nie 'nowa'. - wytłumaczyłam Maxowi. Zawsze taka jestem...
-Okey. Więc, sunio - lekko zachichotał - Jak podoba Ci się w Sforze ?
-Jest bajecznie. - odpowiedziałam - Spotkałam kilka psów i każdy wydaje się miły.
-To dobrze. Większość nas taka jest. - uśmiechnął się pies.
Może się go o to spytam ? Wydaje się miły, pewnie się zgodzi.
-Maxwell, możesz mnie oprowadzić po terenie Sfory ? Wiesz, gdybym miała się zgubić. - nerwowo zachichotałam.

Maxwell ? Mam nadzieję, że nie odmówisz jej urokowi osobistemu ?